sobota, 8 marca 2014

Rozdział 2 - Wypadek.

Kiedy pojemnik na jedzenie Oriona jest już pełen, a wiadro na wodę wypełnione po przegi.
Siadam razem z Marleną na kłodzie, i przypatrujemy się niezwykłemu koniowi. W pewniej chwili Marlena nie wytrzymuje i odzywa się.
-Elsa, skąd wziął się tutaj ten pegaz i dlaczego nie odleci?
Po chwili namysłu odpowiadam. - Szczeże, nie wiem. Po prostu kiedy szłam tędy dwa miesiące temu, zauważyłam go, podszedł do mnie. Starałam się go odpędzić, ale nie chciał mnie zostawić za żadne skarby. Więc poczekałam aż przyjdzie noc i zaśnie. Na drugi dzień wróciłam, żeby sprawdzić czy nadal tutaj jest, był. I jest do teraz. Od tamtego czasu przychodzę tutaj, a on nie oddala się od tego miejsca na krok.
-A co z jego imieniem?
-Nic, po prostu tak na niego mówię.
Marlena milczy, po chwili znowu się odzywa
-Próbowałaś na nim latać?
-Nie, i wolę tego nie robić, nawet nie wiem czy jest do tego przyzwyczajony.
-Gadanie! Chodź spróbujemy!
Dziewczyna zrywa się z kłody, ostrożnie, powoli podchodzi do konia chwyta go delikatnie za skrzydło, coś szepcze do niego, ale nie jestem w stanie nic usłyszeć. 
Koń nerwowo wzdryga się kiedy Marlena próbuje na niego wsiąść.
-Nie rób tego! - krzyczę z przerażeniem.
Marlena siedzi już na grzbiecie, kiedy do Oriona dociera mój krzyk. Spłoszony zaczyna wierzgać, podbija się do lotu. - Orion, nie! Stój! - Ani koń, ani Marlena mnie już nie słyszą.
Pegaz wzbił się na około 6 metrów, i w ciągle leci wyżej. Przerażona dziewczyna wymachuje rękami na wszystkie strony i wrzeszczy jak opętana. 
Kiedy Orion jest jakieś 10 metrów nad ziemią, traci równowagę, i trzepocę skrzydłami jakby dostał szału. 
Nie mogę nic zrobić więc tylko się przyglądam co będzie dalej.
W tym samym momencie, Marlena puszcza się konia i spada ku ziemi.
Najpierw zachacza o jedną gałąź, później o następną, tym razek chaczy głową.
Orion ostrożnie ląduje kawałek dalej i przetraszony rży, stająć na tylnych nogach. 
Dziewczyna leży nieprzytomna, zdenerwowana wpatruję się w nią, po chwili Marlena budzi się i otępiona patrzy na mnie.
-Mówiłam Ci żebyś tego nie robiła. Ty głupia wsiadłaś na niego!
Marlena siedzi, i myśli. Bez odpowiedzi, ma niezłego sińca na głowie.
Wstaję, podchodzę do Oriona, żeby go uspokoić.
Koń, nie jest już tak oszołomiony jak przed chwilą, spokojnie zaczyna skubać trawę. 
Głaszczę go delikatnie po głowie, on nie cofa się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz