Kiedy pojemnik na jedzenie Oriona jest już pełen, a wiadro na wodę wypełnione po przegi.
Siadam razem z Marleną na kłodzie, i przypatrujemy się niezwykłemu koniowi. W pewniej chwili Marlena nie wytrzymuje i odzywa się.
-Elsa, skąd wziął się tutaj ten pegaz i dlaczego nie odleci?
Po chwili namysłu odpowiadam. - Szczeże, nie wiem. Po prostu kiedy szłam tędy dwa miesiące temu, zauważyłam go, podszedł do mnie. Starałam się go odpędzić, ale nie chciał mnie zostawić za żadne skarby. Więc poczekałam aż przyjdzie noc i zaśnie. Na drugi dzień wróciłam, żeby sprawdzić czy nadal tutaj jest, był. I jest do teraz. Od tamtego czasu przychodzę tutaj, a on nie oddala się od tego miejsca na krok.
-A co z jego imieniem?
-Nic, po prostu tak na niego mówię.
Marlena milczy, po chwili znowu się odzywa
-Próbowałaś na nim latać?
-Nie, i wolę tego nie robić, nawet nie wiem czy jest do tego przyzwyczajony.
-Gadanie! Chodź spróbujemy!
Dziewczyna zrywa się z kłody, ostrożnie, powoli podchodzi do konia chwyta go delikatnie za skrzydło, coś szepcze do niego, ale nie jestem w stanie nic usłyszeć.
Koń nerwowo wzdryga się kiedy Marlena próbuje na niego wsiąść.
-Nie rób tego! - krzyczę z przerażeniem.
Marlena siedzi już na grzbiecie, kiedy do Oriona dociera mój krzyk. Spłoszony zaczyna wierzgać, podbija się do lotu. - Orion, nie! Stój! - Ani koń, ani Marlena mnie już nie słyszą.
Pegaz wzbił się na około 6 metrów, i w ciągle leci wyżej. Przerażona dziewczyna wymachuje rękami na wszystkie strony i wrzeszczy jak opętana.
Kiedy Orion jest jakieś 10 metrów nad ziemią, traci równowagę, i trzepocę skrzydłami jakby dostał szału.
Nie mogę nic zrobić więc tylko się przyglądam co będzie dalej.
W tym samym momencie, Marlena puszcza się konia i spada ku ziemi.
Najpierw zachacza o jedną gałąź, później o następną, tym razek chaczy głową.
Orion ostrożnie ląduje kawałek dalej i przetraszony rży, stająć na tylnych nogach.
Dziewczyna leży nieprzytomna, zdenerwowana wpatruję się w nią, po chwili Marlena budzi się i otępiona patrzy na mnie.
-Mówiłam Ci żebyś tego nie robiła. Ty głupia wsiadłaś na niego!
Marlena siedzi, i myśli. Bez odpowiedzi, ma niezłego sińca na głowie.
Wstaję, podchodzę do Oriona, żeby go uspokoić.
Koń, nie jest już tak oszołomiony jak przed chwilą, spokojnie zaczyna skubać trawę.
Głaszczę go delikatnie po głowie, on nie cofa się.
Świat magii, wojen, braterstwa...
sobota, 8 marca 2014
Rozdział 1 - Początek zła
Wybiegam po cichu z domu, zamykam ostrożnie drzwi i kieruję się w stronę szopy, oddalonej o jakieś 500 metrów od mojego domu. Jak co rano, czeka tam na mnie mój Mistrz, mężczyzna w wieku około 35 lat, imienia nigdy mi nie zdradził.
Orion to pegaz, którego ukrywam w lesie, nie należy do mnie, nie wiem czyi jest. Właśnie dzisiaj się do niego razem wybieramy.
Kiedy docieram na miejsce, otwieram drzwi szopy. Zagracona komoda, stara, rozebrana lodówka, kilka krzeseł - to wszystko co można znaleźć w tej szopie.
Na jednym z krzeseł siedzi Mistrz, wpatrując się w zniszczoną ścianę, zaczyna mówić;
-Och, Elsa. Nareszcie jesteś!
Siadaj.
Chwytam jedno z krzeseł, podsuwam je bliżej po czym siadam.
Boję się odezwać, ten człowiek mnie przeraża, nie wiem jakim cudem to właśnie on został moim opekunem.
Może dlatego, że to właśnie jego wybrali moi rodzice do tego zadania.
Kiedy miałam 5 lat, jak każde inne dziecko, zamieszkujące Gelun, byłam do tego zmuszona. Rodzice wybrali, niby najlepszą osobę jaką znaleźli.
Ciszę przerywa głos Mistrza.
-Możesz odejść.
Słysząc te słowa, ostrożnie wstaję, odstawiam krzesło. Wybiegam z szopy z chukiem.
Wracam do domu,
Staję przed lustrem, widzę dwunastolatkę, o ciemnych włosach i zielonych oczach.
Zastanawiam się gdzie podziała się ta mała dziweczynka, która poraz ostatni widziała rodziców.
Po chwili do moich uszu dobiega walenie w drzwi, to moja przyjaciółka, Marlana.
Marlena jest o de mnie strarsza o 3 lata, jest niezywkle piękna. Ma długie bląd włosy, jasnę cerę i niebieskie oczy.
Pierwsze pytanie, które zadaję - Twój Mistrz pozwolił Ci opuścić dom? - Marlena dużo przeskrobała ostatnio, więc nie może opuszczać swojego mieszkania.
-Nie, sama wyszłam, przez okno, mam w nosie tego dziada.
-Wierz, że nie można lekcewarzyć Mistrzów! - Można przez to stracić nawet życie!
Mistrz ma pełną kontrolę nad swoją uczennicą. Mistrzem zowstaje zazwyczaj mężczyzna w przedziale wiekowym 20-70 lat, kobiet nie dopuszcza się do tego zadania.
-A Ty taka święta? - Powiedziałaś swojemu Mistrzowi o Orienie?
Orion to pegaz, którego ukrywam w lesie, nie należy do mnie, nie wiem czyi jest. Właśnie dzisiaj się do niego razem wybieramy.
-Dobrze wierz że mój Mistrz, nie może się o nim dowiedzieć, bo jeśli się dowie, zabije Oriona, a mnie ukaże, nawet nie chcę wiedzieć coby się ze mną stało!
Dochodzimy w milczeniu do miejscowego targu, Marlenka kupuje kilka marchewek, a ja paszę dla koni.
Po drodze zrywamy trochę świeżego mleczu i trawy, wszystko wrzucamy do worka i kierujemy się w stronę lasu.
Po drodze rozmawiamy o magiczym koniu.
Po drodze rozmawiamy o magiczym koniu.
-Wiesz, co Elso? - odzywa się Marlenka
-Co takiego?
-Kiedyś tata opowiadał mi o latających koniach, mówił że są trzy główne żywioły - grom, burza - hypery, woda - magma, ogień. Gromy są białe z fioletowymi piórami, hypery jasno-niebieską sierść, a magmowe są po protu czerowne.
-Więc Orion, chyba jest hyperem, teraz wiem, dlaczego tak często jest mokry, po prostu jego sierść wydziela wodę.
-Na to wygląda...
Jesteśmy już na miejscu po, godzinnej wędrówce.
Naszym oczom ukazuje się, koślawe zadaszenie, które zbydowałam dla Oriona.
Po chwili pojawie się tak że pegaz
Pierwszy post - co i jak.
Witam, no więc tak.
Mam na imię Joanna, ostatnio w mojej głowie roi się od pomysłów na opowiadania, które chciałabym wykorzystać. Zapraszam do czytania!
Mam na imię Joanna, ostatnio w mojej głowie roi się od pomysłów na opowiadania, które chciałabym wykorzystać. Zapraszam do czytania!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)